Niskie stopy procentowe to nie wszystko. Kredyt są droższe niż kilka lat temu

Utrzymujące się najniższe stopy procentowe w historii nie oznaczają, że mamy tani kredyt. Dlaczego kredyt 4 lata temu był tańszy choć stopy były 4-krotnie wyższe?

Cztery lata temu, w czerwcu 2012, mieliśmy w Polsce ponad 2 razy wyższe stopy procentowe niż obecnie. Paradoksalnie kredyty konsumpcyjne nie były wtedy dwukrotnie droższe niż dzisiaj. Co więcej, raty były niższe niż teraz nawet o 10%!

Pozornie, kredyty bankowe, z czysto technicznego punktu widzenia, praktycznie w każdym banku od lat wyglądają tak samo. Dostajemy określoną kwotę środków, które spłacamy z odsetkami w stałych lub malejących, zazwyczaj miesięcznych ratach. W tej kwestii nic się nie zmienia. Zmienia się jednak rola odsetek i kosztów okołokredytowych, a w efekcie cena kredytu, która w czasie rekordowo niskich stóp procentowych wydawałoby się powinna być równie rekordowo niska. Takie jest również założenie niskich stóp procentowych, tani kredyt ma zachęcać do jego zaciągania. W praktyce jednak konsumpcyjne kredyty są droższe niż 2, 5, a nawet 8 lat temu! Dlaczego?

W lipcu 2009 roku stopa lombardowa wynosiła 5%.

Według ówczesnych przepisów maksymalne oprocentowanie nominalne kredytów wynosiło 20% (czterokrotność stopy lombardowej), banki mogły pobierać maksymalnie 5% prowizji za udzielenie kredytu. Według danych z porównywarki firmy TotalMoney w lipcu 2009 największy bank w Polsce, PKO BP, oferował pożyczkę na 5 tys złotych rozłożoną na 12 równych rat przy warunkach 5% prowizji od udzielonego kredytu oraz oprocentowaniu nominalnemu równemu 12,75%. Trudno dziś określić czy była to jakaś oferta promocyjna, bo jak na tamten czas była to faktycznie konkurencyjna oferta na rynku. Rata od takiego kredytu w tamtym czasie wynosiła ok. 468 złotych. Dziś w tym samym banku dostaniemy kredyt na taką samą kwotę z ratą 505 złotych według kalkulatora na stronie banku. Podobnie jest w przypadku Raiffeisen Polbank, gdzie rata w ofercie 0% odsetek i prowizji 12% wyniesie dziś ok. 466 złotych. W 2009 taką kwotę można było pożyczyć za 444 zł.

W 2011 również w rankingu TotalMoney pierwsze miejsce zajął Getin Bank, który oferował oprocentowanie kredytu w wysokości 8,4% i zero prowizji. Dziś taki kredyt musi być powiększony o co najmniej 8,9% prowizji (kalkulator bankowy proponuje nawet 14,99%), przez co z automatu staje się droższy. BZ WBK w 2011 proponował warunki 1% prowizji i oprocentowanie 5,99%. Dziś warunki banku to odpowiednio 9,99% i 10%. W mBanku wtedy rata wynosiła Stopa lombardowa wynosiła 5,75%, czyli maksymalne oprocentowanie wynosiło 23%. 

Podobnie sytuacja wyglądała w 2012 i 2014 roku. W marcowym zestawieniu z 2014 roku serwisu Money.pl widać, że prowizje od kredytów zostały uwolnione. Jednak wszystkie banki w zestawieniu proponowały maksymalnie 7,5% takiej opłaty. Dziś banki nie chcą nawet podawać prowizji w TOiP co zauważył bankier.pl. „Rekordziści” według nieoficjalnych źródeł mogą pobrać nawet 40% prowizji za udzielenie kredytu. Pozostaje pytanie jak to możliwe, że kredyty mogły być tańsze w czasie gdy banki mogły na nich więcej zarabiać.

Za wszystko odpowiada tzw. ustawa antylichwiarska, podatek bankowy i pazerność banków

Firmy pożyczkowe, choć nie tylko one, ale w teorii to przede wszystkim ich działania były celem. Według ustawy, która weszła w życie 11 marca 2016, musiały ograniczyć pozaodsetkowy koszt udzielanych pożyczek. W bardzo dużym skrócie – koszt ten nie może być większy niż 100% udzielanego kapitału. Jednak ustawa zakłada, że początkowy koszt, czyli prowizja za uruchomienie kredytu może wynosić maksymalnie 25% (traktowany jako koszt stały) plus 30% w każdym roku kiedy kredyt jest aktywny czyli w trakcie spłaty (to jest jako wartość zmienna. Dodatkowo komplikuje ją fakt, że jest przeliczana na dni). Tym samym w pierwszym roku banki oraz firmy pożyczkowe mogą pobrać od nas nawet 55% kwoty udzielanego kredytu tylko w formie opłat za udzielenie kredytu. Do tego dochodzą odsetki kredytowe, ale one praktycznie już nie stanowią o cenie kredytu w ekstremalnym przypadku. Jeżeli rozkładamy kredyt na kilka lat (maksymalnie banki stosują zazwyczaj 10 letni okres spłat) i faktycznie spłacamy swoje zobowiązanie tak długo to globalnie koszt kredytu będzie podobny do kredytu zaciągniętego kilka lat temu. Jeżeli jednak chcemy spłacić kredyt w ciągu np. 2 lat to w ekstremalnym przypadku może okazać się, że zamiast pożyczonych 10 tys mamy do oddania 18 tys złotych czyli 80% więcej.

Koszt prowizji jest obecnie tematem bardzo istotnym w przypadku kredytu konsumpcyjnego ponieważ:

  1. prawie zawsze podwyższa faktyczną kwotę pożyczoną od banku
  2. powoduje, że odsetki płacimy wyższe bo naliczone od wyższej kwoty kredytu
  3. wysoka prowizja i niskie odsetki, lub ich brak, powodują, że wcześniejsza spłata kredytu albo jest bardzo mało opłacalna

Przykład. Przy założeniu, że chcemy pożyczyć na 3 lata 15 tys złotych od banku, według „starych zasad” zapłacilibyśmy (wartości hipotetyczne dla zobrazowania istoty sprawy) 5% prowizji i 15% odsetek. Koszt po 3 latach wyniósłby 19470 złotych. Przy nowych zasadach otrzymujemy kredyt z prowizją 15% i oprocentowaniem 5%. Koszt takiego kredytu jest pozornie niższy – 18430 złotych. Ale jeżeli chcielibyśmy je spłacić w 18 miesiącu (w połowie trwania umowy) to w przypadku „starego kredytu” poniesiemy koszty 17600 złotych, a przy „nowym” 17850 złotych, czyli 250 złotych więcej.

Podsumowując, można dojść do wniosku, że jednak coś w kredytach gotówkowych się zmieniło. Wartość prowizji dla ceny kredytu.

 

Zrobienie dużego porównania jest o tyle trudne, że niektórych banków fizycznie już nie ma. Albo połączyły się z innymi bankami jak w przypadku Raiffeisen Polbank lub zostały przejęte przez inne i zupełnie zniknęły z rynku. Co więcej, w tamtym okresie pojawiło się obligatoryjne zastosowanie oprocentowania rzeczywistego – RRSO i wiele publikacji właśnie na tej wartości opiera swoje rankingi. Do tego, należy dodać metodologię badań, a właściwie metodologię odpowiedzi banków na wysłane zapytanie przez serwisy porównujące bo jak rozumieć, ostatnie miejsce ING w rankingu TotalMoney i pierwsze tego samego banku w rankingu Comperii?! Być może była jakaś promocja.